Chopin's letters Chopin's letters

Do Jana Białobłockiego w Sokołowie

[Warszawa], czwartek, [8] września [1825]

Sender: Fryderyk Chopin (Warszawa)

Addressee: Białobłocki Jan (Sokołowo)


Drogi i luby Jasiu! Extro, extra, extrissime ucieszył mię Twój list; zaraz bowiem po jego przeczytaniu przypomniałem sobie Sokołowo, ową niedzielę, pantaliony, jabłuszka i tym podobne przyjemnie zeszłe chwilki. Ale extro, extra, extrissime mi przykro, gdy sobie pomyślę, jak Cię zdziwiło tak długie moje milczenie, żeś listu z powracającym do Szafarni koczem nie odebrał. — Nie dziw się, przypomnij sobie, kiedy ja to listy pisać zaczynam! a oprócz tego, ile półek, szafek, szuflad, ile set egzemplarzy nut w nieporządku na fortepianie, jak groch z kapustą (nawet ze zniewagą Humlów, Riesów, Kalkbrennerów, którym los zapewne miejsce w tak wielkiej rzeczypospolitej przy Pleielu, Hemerleynie, Hoffmaystrze naznaczył) leżących, na mnie czeka! — A cóż: dopiero mówi Maciejewski, Jasiński, Matuszewski, Koncewicz, Dziekoński, owa przyszła Maturitas[1] M Spodziewam się, żem Ci już sprawę zdał z przepędzonego czasu dwutygodniowego, czyniąc Ci niektóre tylko przypomnienia; spodziewam się, iż mię żadna bura w liście z Sokołowa czekać nie będzie! Zrzuciwszy więc największy ciężar z siebie, i to ciężar podwójny, nie tylko bowiem ekskuza[2] skończona, ale nadto i wstęp, czyli zaczęcie listu, co mię zawsze wprawia w ambaras (daruj, żem wścibił makaronu trochę), przystępuję do realnej, litteralnej, alias listowej korespondencji, donosząc Ci, mimo, żeśmy wszyscy zdrowi. — Po wtóre, iż mamy nowego skubenta, brata Tekli Czachowskiej syna, a naszego siostrzeńca — Juliusza Czachowskiego, który, nieustannie na siostry Ciocia Zuzia, Ciocia Ludwisia, Ciocia Izabelka, Ciocia Emilka, a na mnie Wujo Frycio wołając, śmiechem cały dom napełnia. Tercjo, że ekspozycje w Warszawie się zaczynają, tak w Ratuszu, jako i w salach Uniwersytetu. — Nie piszę Ci, co gdzie jest, bo jeszcze nie ma co widzieć i jeszcze nie widziałem; skoro jednak moje ślepie ujrzą jakie zoli tablo, zoli portre, zoli maszyn, bą piano, bą dr a, w ogóle kekszos dexlan rączka Ci moja nakreśli, a posłaniec z Dobrzynia przyniesie. — Co się tyczę wiadomości muzycznych to tylko słychać, że ma do Warszawy przybyć niejaki JPan Gordon, syn tej kupcowej, co to ma szklep [!] w Warszawie wód mineralnych, uczeń konserwatorium praskiego, którego grania takim ciekawy jak Ewa jabłka; i o tym Ci później doniosę; oto już koniec nowin, a razem z nim musi być koniec listu, gdyż inaczej byłby koniec czwartkowej korespondencji, bo już 4-ta. Zatem polecam się łaskom JWPana Dóbr. i Łaskawcy mego i zostaję tym, czym byłem, a nawet jeszcze lepszym, niż byłem, bo dłużej FF. Chopin. Twemu Papie od nas uszanowanie i oświadcz, iż Pani Wiłucka już dawno sama miała odpisać! — Pannie Konstancji od sióstr całusy i Pannie Florentynie, a ode mnie w rączkę. Szafami moje uszanowanie, jako też Płonnemu, Gulbinom, Ugoszcz itd. Mama i Papa, i dzieci Ci się kłaniają bardzo, a pisz. Pani Dekert i Bardziński, Żywny ładnie ci się kłaniają. Koperty nawet nie robię, tylko tę, co na placu, świeżo od listu Opitza zdjętą, sobie przywłaszczam, tak się śpieszę! Chciałem wziąć ową kopertę; ale na nieszczęście za krótka; list obrzynałem i nic nie pomogło.


[1] Maturitas (łac.) — egzamin dojrzałości.
[2] Ekskuza (z fr.) — usprawiedliwienie.
Sender Addressee