Chopin's letters Chopin's letters

Do Jana Białobłockiego w Biskupcu

Warszawa, dnia 30 paźdz. 1825 r.

Sender: Fryderyk Chopin (Warszawa)

Addressee: Białobłocki Jan (Biskupiec)


Kochany Jasiu! Kochany Jalku!... jeszcze raz, Kochany Jaśku! Zapewno Ci dziwno, żem do Ciebie tak dawno nie pisał; nie dziw się; najprzód przeczytaj list przeszły, a potem to, co następuje: Zaonegdaj, siedząc przy stoliku z piórem w ręku, już napisałem „Kochany Jasiu" i pierwszy period listu, który, ponieważ brzmiał muzycznie, Żywnemu, siedzącemu nad zasyp[i]ającym przy fortepianie Górskim, z największą czytam pompą. Żywny, klasnąwszy, utarłszy nos, zwinąwszy chustkę w trąbkę, wetkawszy w kieszeń od swego grubo fatofanego sielonego surtute, zaczyna, poprawiając peruki, pytać się: „A do kogo ten list pisze?" Odpowiadam: Do Białobłockiego. — „Hun, Hun, do Pana Białobłockiego?" — Tak jest, do Białobłockiego. — „No, a gdzie adresuje?" — Gdzież? do Sokołowa, tam gdzie zawsze. — „A jak się ma pan Białobłocki, czy nie wi?" — Dosyć dobrze, już lepiej na nogę. — „Co! lepiej, hun, hun, a to dobrze; a czy on pisał do Pan Fridrich?" — Pisał, ale już dawno, odpowiedziałem. „A jak dawno?" — Dlaczego Pan się tak wypytuje? — „Hę, hę, hę, hę, hę, hę" (śmieje się Żywny). Zdziwiony, pytam się: Czy Pan co wie o nim? — „Hęhęhęhęhę" (jeszcze bardziej się śmieje kiwając główką). Czy on do Pana pisał, pytam się. „A pisał", odpowiada Żywny i zasmuca nas niepomyślną nowiną, żeś na nogę nie lepiej i żeś do Starych Prus wyjechał na kurację. A gdzie, a dokąd? „Do Bischoffswerther"; pierwszy raz to miasto w ustach ludzkich słyszałem, a lubo w innym razie byłbym z owego Biszofswertera parsknął, teraz mi się przykro zrobiło, tym bardziej, żeś mi o tym nic nie doniósł, zwłaszcza że to na Ciebie kolej była pisać do mnie. Skończyłem więc moją korespondencję naówczas, a nie wiedząc, co pisać, jak pisać, gdzie pisać, takem się spóźnił z listem, że wcale na pocztę nie poszedł. Uważasz więc, jak to od słówka do słówka przyszło do tak ważnej dla mnie wiadomości. Spodziewam się, że mi wybaczysz, żem Ci na przeszłą nie napisał pocztę. Chciałbym Ci coś nowego donieść wiedząc, że by Cię to zabawić mogło, ale prócz następujących nowin nic nie wiem. Cyrulik Serwilski [!] (Le barbier de Seville) był grany w sobotę na teatrze, zostającym teraz pod dyrekcją Dmuszewskiego, Kudlicza i Zdanowicza, podobał mi się bardzo. Zdanowicz, Szczurowski, Polkowski dobrze grali; jako też Asizpergerowa i jeszcze dwie osoby: jedna ciągle zasmarkana, kichająca; druga zapłakana, chuda, w pantoflach, w szlafroku, ciągle w takt ziewająca. Prócz tego przyjechał z Paryża do Warszawy niejaki Pan Rembieliński, siostrzeniec Prezesa, który siedział 6 lat w Paryżu i gra na fortepianie tak, jakem jeszcze nikogo nie słyszał. Możesz sobie wystawić, co to za uciecha dla nas, cośmy tu nic doskonałego nie słyszeli. Nie jest on jako artysta, ale jako amator. Nie będę się rozszerzał nad opisywaniem jego szybkiej, gładkiej, okrągłej gry, ale Ci to tylko powiem, że lewa ręka tak mocna jak prawa, co jest nadzwyczajną rzeczą w jednej osobie. Albowiem nie stałoby mi całego arkusza, gdybym chciał opisać prześliczny jego talent. Pani Dekert trochę słaba; lecz my wszyscy zdrowi. Adieu, moje życie, muszę kończyć, bo okupacja dla Maćka czeka na armie. Pisz do mnie, moje życie, albowiem życzyłbym sobie, żeby nasze listy, jak synkopy, latyły [!]. Daj mi buzi. Ściskam Cię serdecznie FFChopin serd. przyjaciel. Buniamin mnie się pytał o Ciebie i dziwił się, żeś mu nic nie pisał. Twemu Papie od nas wszystkich uszanowanie. Cały nasz dom Cię ściska, a dzieci Ci polepszenia zdrwowi [!] życzą. Mama i Papa czekają listu, w którym się coś o Twoim zdrowiu dowiedzieć myślą, i ściskają Cię serdecznie. [Dopisek na marginesie stronicy, gdzie mowa o Żywnym] Nb. Gdyśmy się Żywnego pytali, dlaczego wprzódy o Tobie nic nie mówił, a on nam powiedział, że dlatego nic nie mówił, żeś mu w liście nic nie pisał, że nam się ma kłaniać, wziął tęgą burę od Mamy. Pani Dekert i Cerzyńska kłaniają się.

Sender Addressee