Chopin's letters Chopin's letters

Do Rodziny w Warszawie

Wiedeń, 1 grudnia 1830

Sender: Fryderyk Chopin (Wiedeń)

Addressee: Chopin Mikołaj (Warszawa)


Maleńko się serduszko zaśmiało z listu odebranego po raz pierwszy od czterech tygodni, czyli od czasu, jakem się z wami pożegnał. Lepiej się jadło obiad. „Dziki Człowiek" (tak się bowiem nazywa doskonała oberża, w której jadamy) wziął ode mnie za apetyczne konsumowanie strudlów całego reńskiego i krajcarów kilka. Uciecha była ogólna, bo i Tytus miał listy od swoich. Celińskiemu dziękuję za przyłączony bilecik; przeniósł on mię na wasze łono. Wyobrażałem sobie, iż siedzę przy fortepianie; Celiński stoi naprzeciwko mnie i patrzy na pana Żywnego, co z Linowskim tabaczką się częstuje. Tylko Matuszyńskiego brakło do kompletu; ja myślę, że on ma jeszcze febrę... Ale dosyć romansów; przyjdzie na mnie ta kanikuła, bo tu dużo ładnych Niemek, lecz kiedy przyjdzie, kiedy!... Wystawcie sobie, panna Blahetka z rodzicami w Stuttgardzie; może na zimę wrócą. Wiadomość tę odebrałem od Haslingera, który mię przyjął jak najgrzeczniej, ale dlatego Sonaty ani Wariacji drugich nie wydrukował. Dostanie on swój pieprzyk, tylko ja stancję z Tytusem mieć będę. Najęliśmy na pryncypalnej ulicy, na Kohlmarkcie, trzy pokoje, wprawdzie na trzecim piętrze, ale ślicznie, przepysznie, elegancko umeblowane, na miesiąc za małe pieniądze. Na mnie wypada 25 reńskich. — Jakiś generał-admirał, Anglik, teraz jeszcze w nich siedzi, lecz dziś albo jutro stamtąd się wyniesie. Admirał! a ja będę admiracja, więc nic nie straci stancja, tym bardziej że gospodyni, a raczej pani tego mieszkania, jest jakaś baronowa, wdowa i ładna, dosyć młoda, która długo, jak nam mówiła, w Polsce siedziała, o mnie zaś słyszała już w Warszawie. Zna Skarżyńskich, bywała na wielkim świecie; pytała się Tytusa, czy nie zna młodej, ładnej pani Rembielińskiej itp. — Otóż choćby nie więcej, to taka zacna jejmość warta 25 reńskich, tym bardziej że Polaków lubi, Austriaków nie afektuje, jest Prusaczką i bardzo rozsądną kobietą. — Skoro się tam przeniesieni, Graff, fabrykant fortepianów, przyśle nam instrument do domu. Würfel, skoro mię obaczył, zaraz o daniu koncertu począł mówić. Sam jest bardzo słaby i nie wychodzi, tylko AV mieszkaniu daje lekcje; miał krwią pluć, co go wielce osłabiło. Ale o koncercie wciąż bajdurzy i mówił mi, że tutejsze gazety dużo o moim Koncercie F-moll pisały, o czym ja nie wiem i nie byłem dosyć ciekawy dowiadywać się. Dam koncert, ale kiedy, gdzie, jak, co, nic nie wiem. Opuchły nos mój nie dozwolił mi dotychczas ani prezentować się w ambasadzie, ani być u pani Rzewuskiej, u której cały świat bywa, a mieszka obok Hussarzewskiego, u którego z moim nosem, bez żeny byłem już parę razy. On mi nie radzi, tak jak i Würfel, darmo grać. Malfatti przyjął mię jak swego kuzyna, najserdeczniej, najgrzeczniej. Skoro tylko nazwisko moje przeczytał, uściskał mnie i powiedział, że do niego pisał już o tym pan Władysław Ostrowski; że w czym tylko może mi być użytecznym, wszystko uczyni. Dodał jeszcze, iż mię pani Tatyszczewowej ambasadorowej zaanonsuje, że mi wszelkie potrzebne znajomości porobi, że nawet przy dworze, o czym jednak wątpi, żeby się dało co zrobić, będzie się starał być mi użytecznym, bo teraz dwór po królu neapolitańskim w żałobie. Obiecał także poznać mię z baronem Dunoi, naczelnikiem tutejszego muzycznego vereinu[1]; to podobno będzie najlepsza znajomość. Drugą, również może użyteczną, zabrałem przez list Klenglowski z panem Mittagiem. Ten człowiek tak widzi rzeczy, jak mi potrzeba, i zdaje się, może najwięcej ze wszystkich panów muzykantów będzie mi użytecznym. Czerny, u którego byłem już (uniżony jak zawsze i dla każdego), pytał mię, czym „hat fleissig studiert"[2]. Znów na 8 fortepianów a 16 ludzi przełożył jakąś uwerturę i kontent. Zresztą nie widziałem jeszcze żadnego tutejszego fortepianisty. — U pani Weyberheim, siostry Wolfowej, byłem już dwa razy, jutro proszony tam jestem na wieczór: un petit cercle des amateurs[3], skąd udam się z wizytą do Rozalii Rzewuskiej, co między 9-tą a 10-tą przyjmuje i jest już o moim przybyciu przez Hussarzewskiego zawiadomioną. Tam mam poznać ową sławną panią Cibini, dla której to Moscheles 4-ręczną Sonatę napisał. — Byłem onegdaj w Comptoirze u Stametza; tak mię tam przyjęto z moimi listami, jak każdego, co po pieniądze przychodzi; dali mi kartkę zaręczenia do policji dla odebrania karty pobytu i — koniec. Ale później może będzie inaczej. Byłem także onegdaj u pana Geymullera, bo tam Tytus miał swoje sześć tysięcy. Pan Geymuller, przeczytawszy moje imię i nazwisko, nie czytając reszty odezwał się: „że bardzo mu przyjemnie poznać takiego jak ja Kunstlera, ale że nie życzy dać się słyszeć, bo tu jest tylu dobrych fortepianistów, iż trzeba mieć wielką reputację, ażeby coś uzyskać". Dodał w końcu: „że on nie może mi w niczym dopomóc, bo czasy są ciężkie" itp. To wszystko musiałem łykać z wytrzeszczonymi na niego oczyma. Jak on swoją tyradę skończył, dopierom mu powiedział, że istotnie nie wiem, czy warto dać się słyszeć, ponieważ jeszcze u żadnego z tutejszych możnych panów nie byłem ani u ambasadora, do którego mam rekomendację z Warszawy od W. Xiecia itp. Dopiero on inne oczy zrobił, a ja pożegnawszy przeprosiłem go za oderwanie od interesów. Poczekajcie h...[ycle?], Żydy! U Lachnera, dyrektora orkiestry, jeszcze nie byłem, albowiem nie mam gdzie wizyt przyjmować. Ze „Stadt London", gdzie było nadzwyczaj słono, przenieśliśmy się do Lama na Leopoldstadt i tutaj tymczasem koczujemy, zanim Anglik z wąsami, wychudły, wynędzniały, zielono-fioletowo-żółty majtek, nie wyniesie się od baronessy. W tym mieszkaniu na wielką skalę (wyrażenie Tytusa, który ze mnie jakiegoś zarozumialca koniecznie tworzy) będzie się dopiero grać i o koncercie myśleć, ale nie darmo. Zresztą zobaczymy. Ani u pani Szaszek, ani u pani Elkan, ani u Rotszylda, ani u państwa Voigt, ani u wielu innych osób nie byłem. Dziś idę do ambasady; ma tam być baron Meindorf, do którego Hussarzewski kazał mi się pytać, a ten mi powie, kiedy najlepiej Tatyszczewa zastać. Z pieniędzy odebranych onegdaj u bankiera nic jeszcze nie ruszyłem. Spodziewam się, że umiem je szanować. Z tym wszystkim prosiłbym, ażebym na końcu tego miesiąca mógł mieć coś na drogę do Włoch, gdyby mi moje koncerta nic nie uczyniły. Teatr mię najwięcej kosztuje, ale nie żal, bo panna Heinefetter i pan Wild zawsze prawie śpiewają. Przez ten tydzień już trzy zupełnie nowe opery słyszałem. Wczoraj dawano Fra Diavola; Niema lepsza; przedtem Tytusa Mozarta, dziś Wilhelma Tella. Nie zazdroszczę Orłowskiemu, że Lafontowi akompaniuje; może przyjdzie czas, że mi Lafont będzie akompaniował. To trochę za śmiało? ale dalibóg, może być. Nidecki jeszcze całą zimę myśli tu zabawić. Cały ten tydzień zeszedł mi już to na nosie, na teatrze i Graffie, u którego co dzień po obiedzie grywam, ażeby sztywne palce z drogi trochę rozruszać. Wczoraj prezentowałem Graffowi Nideckiego. Istotnie nie wiem, jak mi ten tydzień zleciał; aniśmy się obejrzeli, a ja jeszcze żadnych stanowczych kroków do koncertu nie uczyniłem. Quaestia? który Koncert grać: F czy E? Würfel utrzymuje, że F piękniejszy od As-dur Hummla, co teraz u Haslingera wyszedł. Haslinger mądry, on mię grzecznie, ale lekko chce zbywać, żebym mu darmo kompozycje dawał. Klengel się dziwił, że mi nic za Wariacje nie zapłacił. Może myśli, że na pozór ważąc sobie lekko moje rzeczy ja to wezmę na serio i dam mu je darmo? Ale już się darmo skończyło, teraz bezdhl[4], bestio! — Radzi mi Graff, ażebym w Landständischen Saal, gdzie bywają Spirituel-Koncerty, to jest w najpiękniejszym i najlepszym miejscu, dał się słyszeć. Lecz na to potrzeba mieć pozwolenie od Dietrichsteina, o co mi przez Malfattego nie będzie trudno. Ludzie znajdują, żem utył... Dobrze mi się wszystko dzieje. Mam nadzieję w Bogu i w Malfattim (paradnym Malfattim), że jeszcze lepiej będzie. [Dopisek do miejsca oznaczonego gwiazdką] Listu tego wszystkim nie czytać, żeby nie myślano, żem spyszniał.


[1] Verein (niem.) — stowarzyszenie, związek, towarzystwo.
[2] Hat fleissig studiert (niem.) — pilnie studiował.
[3] Un petit cercle des amateurs — małe grono amatorów.
[4] Bezahl (niem.) — płać.
Sender Addressee