Chopin's letters Chopin's letters

Ludwika Jędrzejewiczowa do Fr. Chopina w Paryżu

Niedziela, 16 października 1842:

Sender: Jędrzejewiczowa Ludwika

Addressee: Fryderyk Chopin (Paryż)


Mój najdroższy Fryderyku. Dziś tydzień, wróciłam z trzymiesięcznej wędrówki po świecie; dwa miesiące siedziałam na kuracji dzieci w Ciechocinku, a jeden byłam u familii Romockich i całą rodzinę Dziewanowskich młodych i starych objechałam. Wszędzie Cię serdecznie wspominają. Już w Szafani Twoje ławki własnej roboty nie egzystują, tylko imitacje z miłym wspomnieniem Ciebie. Deszcz był wielki, kiedy tam byłam; nie mogłam zwiedzić całego ogrodu, który mi się dość zdawał być ładny. Wszyscy kazali Cię uściskać, od Cioci Ludwiny do Domusia, który już ma dwoje ślicznych Domusiątek. — Bogu dzięki, żeś zdrów, raczej zdrowszy. Ta nowina to nasz regal[1]. Ja tu też wszystkich zdrowych zastałam; pojmujesz moją radość po tak długim się niewidzeniu, gdzie jak listu nie było w tygodniu, niespokojność i obawa o zdrowie najdroższych naszych i najpoczciwszych istot. Dzieci moje zdrowe; nie wiem tylko, czy z czasem nie odezwą się dawne cierpienia. — Ciechocinek są to domy rzucone gdzieniegdzie na pustyni piaszczystej, ale jakoś mi tam czas schodził milej jak wielu osobom, bo miałam dość znajomych. Papa i Mama znani prawie przez całą Polskę, Ty — przez Europę, więc nam z Izabelą à ce titre[2] bardzo łatwo znaleźć znajomych, którzy się sami jeszcze pierwsi do nas z nią zgłoszą; tak więc nieznanych wiele osób miałam dobrych znajomych, między innymi: pani Gałczyńska, kuzynka Wiktora Kurnatowskiego, i p. Unrug, siostra jego, które Cię znają i były z familią w Ciecho[cinku]. Bardzo troskliwie dopytywały się o Ciebie, i Weltzowie, i nawet Antoś Wo[dziński], ale tego widziałam gdzie indziej; teraz najwięcej siedzi w Toruniu, bo i bella jego tam jest. Ślub może w tym miesiącu; mają kupić majątek w Prusiech i tam osiąść albo w Księstwie. Starzy niekontenci, wszyscy; tylko oni kontenci, ale ponieważ to już tak blisko końca, więc się zrobi dobra komitywa. Podług mnie ani jedno, ani drugie nie zapewnia sobie szczęścia, i to użalającym się starym powiedziałam wręcz; i on, i ona poczciwi, ale każde potrzebuje, aby o nim ktoś drugi myślał. Matka to uważa za karę Pana Boga, co przytwierdziłam, i dobrze, lubo futura[3] to dobre stworzenie; ale ja nie mogę, mówiąc otwarcie, nie gadać otwarcie. Hrabs. młodzi [Skarbkowie] nic nie mają młodego, ona cierpiąca ciągle. Chcieli koniecznie, aby do nich jechać, prosili bardzo i bardzo oboje; co wiele, że on się na to zdobył, bo zawsze w wielu względach, jak go pamiętasz. Przysyłali nawet umyślnego o 6 mil do mnie, kiedy mają przysłać, ale nie byłam; nie przez rencunę[4], ale że nie, i za najczulsze zaproszenie również podziękowałam. U matki i starego byłam parę razy; nie powiem, żeby mnie to krwi nie kosztowało, ale tak jakoś byłam blisko, tak byli grzeczni, prosili i prosili, że nie podobna było się wymówić. Matkę, za powrotem widziałam, bo mi zaraz dali znać, że przyjechała, gdyż ja już z tamtych stron wyjeżdżać miałam wkrótce; bardzo była z sercem, byli wszyscy razem i wszyscy mi radzi, a ja nieraz rada bym była wiedzieć, co każde w duszy myśli, i godziłam jedno z drugim, i żałowałam w duszy, że się o to zapytać nie mogę. Gdybym była może dłużej bawiła, jak wiele innych rzeczy byłaby mi się może i ta wyświeciła; bądź co bądź mariage An[toniego] dręczy za wszelkie winy. Żebyś Ty był tylko zdrów, spokojny i szczęśliwy. Pytają mi się, czy się nie żenisz, rozmaici ludzie; inni znowu mówią, że z pewnością coś dużego piszesz z Adamem. Teraz, co tak łatwo z jednego miejsca na drugie się przenosić, sądzę, że na przyszły rok może o wszystkim bliżej rozmówić się będziemy mogli. Są to gruszki na wierzbie, ale doprawdy, że znowu i nie tak bardzo niepodobne rzeczy, byle zdrowie było i coś jeszcze. — Wiesiołowscy jeszcze są w Strzyżewie. Dziewanowscy pod Toruniem, to wszystko nie jest niepodobne. — Twój synek jest teraz błazenkiem naszym, bo zaczyna paplać i zabawny jest; tamte już duże dzieci, a w głowie jeszcze próżno, ale Barciński ma dobre nadzieje o nich, a kiedy on ręczy, to trzeba wierzyć. — Izabela o sobie sama Ci napisze; wzięła drugą siostrzeniczkę do siebie. U mnie z guwer[nantką] jest cioteczna siostra Józi Domusiowej. Ojciec jej umarł i pobiera tu edukację; będzie do Wielkanocy, u niej byłam na wsi. Jak to rozmaite związki ludzie zawierają i znajdują się gdzieś na świecie. Józia Sumińska, którą widziałam teraz, bardzo się o Ciebie pytała; jest za wujem tej panny, za Wilczewskim, którego brata znasz tam może. Olesia kazała Cię uściskać, widziałam ją wczoraj; mąż jej słaby, matka z wód wraca. Zawsze poczciwa familia z prawdziwą dla nas przyjaźnią. Ciebie kochają, jak to kiedyś w owe czasy; komedii nie zapominają. — Tytusowie zdrowi i dzieci; siedzą na wsi. — Wiesz, że Turowska poszła za Leśkiewicza. Nie słyszałam jej jeszcze po powrocie. Pojmuję, jak musieliście muzykować z Viardami! — Lebrunowie wrócili; żałują, że Cię nigdzie nie spotkali. Słyszałam o tym, lecz ich jeszcze nie widziałam. Adieu, mój najdroższy Fryderyku. Znowu jesteśmy razem, dzięki Bogu, znowu tylko Ciebie nam brakuje, tylko do Ciebie myśli zwrócone. O, żebyśmy się też uściskać mogli jak najprędzej. Adieu, ściskam Cię z duszy, kochaj nas tylko jak my Ciebie... Dzieci rączki Ci całują. Nowak[owski] i znajomi ściskają. — Jeszcze raz buzi, adieu! Mérego pozdrów, cieszymy się, że wiele jest lepiej. Nak[wąska] w Dreźnie, ale podobno cierpiąca. Czujemy bardzo, jak Ci tam, musi brakować poczciwego Jasia, Podobno de Rozières czułe pisuje tu listy i cudownie wzniosłe do Anto[niego Wodzińskiego], ale to jak groch na ścianę. Niedobrze. 


[1] Regal — dosł.: uczta, przysmak.
[2] A ce titre — stąd, z tego powodu.
[3] Futura (z łac.) — przyszła (żona).
[4] Rencuna (z fr. rancune) — uraza.
Sender Addressee