Chopin's letters Chopin's letters

Ludwika Jędrzejewiczowa do Fr. Chopina w Paryżu

 

Sender: Jędrzejewiczowa Ludwika

Addressee: Fryderyk Chopin (Paryż)


Mój najdroższy Fryciu. Po liście Papy możesz miarkować, że jest zdrów i humorek nieraz ma dobry; dość pomyśleć o Tobie, żeby się rozjaśniło czoło w nudotach z dziećmi, bo jest ich, łaska Pana Boga, ale i na ich nieodstępnych towarzyszach, lenistwie i figlach, nie zbywa, co nie zawsze Rodziców może bawić. Przynajmniej, że są zdrowi, i zdaje mi się, żebyś nie znalazł ich zmienionymi. Wyznam Ci szczerze, żeś trochę zadrażnił miłość własną Papy zadziwieniem, że gra na skrzypcach; przeziera to nawet w jego przypisku, bo nie tylko nam kazał Ci zrobić ten zarzut, ale i sam nie mógł się wstrzymać od wynurzenia Ci żalu swego. Naśmiejemy się czasem, lubo rzadko. Chciałabym, żebyś był świadkiem tych koncertów, na których prym na fortepianie trzyma Żywny, nieraz improwizujący skoczne tańce; dalej Papa prym na skrzypcach, Barc[iński] second, Babcia przyśpiewywa, a malec, głową i ręką takt bijąc, do Malbruka w tercji niżej wtóruje. Ale! Waluś się ożenił, a stopniowo, kiedy już ma małe, to starszy ma ich o tyle więcej, o ile lat brata w tym zawodzie wyprzedził. Starzy zawsze mosi dobrozieju i z kukardkami. Śliczne recenzje; widać jak Ciebie rozkupują, kiedy my tu lipską edycję nut dostajemy. Twój Mazurek, ten, co to trzecia część Bam bum bum (nb. zdaje mi się, robi furorę tutaj, szczególniej egzekwowany w teatrze „Rozmaitości" przez całą orkiestrę), grali go u Zamoyskich na balu przez cały wieczór i Bar., który własnousznie tam go słyszał, powiada, że niezmiernie kontenci byli z niego do tańca. Cóż Ty na to, że Cię tak profanują; bo to właściwie więcej do słuchania jest mazurka. Tymowski, będąc na balu u Zamoyskich, kiedy wiele dam objawiło chęć mienia tego Mazurka, wziął go od orkiestry i dał Klukowskiemu, żeby przedrukował, i teraz wszędzie go można usłyszeć; jest favorit[1]. Cóż Ty powiesz na to, że ja jednego wieczora będąc u pp. Lebrunów musiałam Cię profanować. [Dopisek] À propos, nie musiałeś jeszcze p. Piotra na obiad prosić, boś nic o nim nie napisał, a myśl była ładna, w duchu właściwym. [Dalszy ciąg listu] Pytali mi się, czy tego Twego doskonałego Mazurka nie gram, i myślą przy Tobie, widząc Cię kręcącego z nieukontentowaniem łapetą (bo mnie się zdaje, że Tyś go do słuchania napisał), grałam go do tańca z aprobacją tańcujących. Mój drogi, powiedz mi i napisz, czyś Ty go w duchu do tańca napisał; może my Ciebie źle zrozumiały — ten, coś to jeszcze za bytności tu Mérego przysłał. Cóż on robi? Kłaniaj mu się od nas. Nie myśl, żebyśmy tu tańcowali, my nie mamy do tego humoru; jest się czasem u znajomych na wieczorze, ale więcej dla konwenansu i życia z ludźmi jak zabawy. U pp. Frydrychów bywają czwartki tańcujące; byłyśmy tam raz jeden, na przyszły czwartek się wybieramy (sute!); rada bym wiedzieć, w jakim Ty rzędzie wieczorów byś je umieścił. P. Fry[deryk Skarbek] zawsze jeden, lubi listy Twoje czytać lub słuchać, nazywając Cię szczęśliwym. Weltz się żeni z panną Chełmicką, której ojciec jeszcze dalej mieszka jak Kostuś Łusi. Młoda i ładna panna; ślub 18-go miesiąca, właśnie w dzień, kiedy bęben nasz kończy półtora roku. Wierzę bardzo, że Matuszyński musi chałupę niemiecką rozbierać, dziwię się, że mógł myśleć, aby z tamtego materiału mógł być trwały budynek. Niesies[kiego] widziałam po czteroletnim niewidzeniu. Zawsze jeden; pytał się o Ciebie. Mniej jeszcze ma włosów, twarz podobniejszą do nie-twarzy, bo mu przytyła; nie ożenił się jeszcze, bo mu panna umarła, i zawsze jest ten sam, uśmiechający się niekiedy. Poczciwy jednak, a trudno go winić za to, czemu nie winien, że go nieraz serce boli; bo Ty wiesz, że on zawsze na serce cierpiał. Pytał się o Ciebie Działo, zawsze przyjemny, o podobnych ludzi u nas tu nie trudno. Spodziewam się, że nie zbywa Warszawie na młodzieży comme il faut. Ileż razy w rozmaitym względzie myślę o Tobie, ileż razy gniewam się na to, że tylko w ten sposób możemy z sobą rozmawiać! Ja nie wiem, to będzie więcej jak szalona radość, jak furor najmocniejszy wariacji, jak my Cię kiedy zobaczymy. Żeby też tego aby doczekać! Łusi wszystko powiem, jak ją zobaczę; rzadko się widujemy, bo daleko mieszkamy, ale chciałabym sama częściej, bo to dobre stworzenie. A co Pani Matula na owe prezenta, coś odesłał? Pierścionek Mamy śliczny; wytłumaczony, że brylant to Ty, a my dwie po boku. W tej chwili grają w wista: Papa, Ży., Bar. i Ję. — Mat. kłaniaj się ślicznie; niech pamięta, aby z czasu i okoliczności korzystał, aby za powrotem odróżnił się od partaczów jego fachu. Nie przenoszę się na drugą stronę, żeby Izabeli nie zabierać papieru. Bądź zdrów, kochaj nas i bądź szczęśliwy! Mąż Cię ściska z duszy, serca. [Druga połowa arkusza, z listem Izabeli, odcięta.]


 

[1] Favorit — ulubiony.
Sender Addressee