Chopin's letters Chopin's letters

Antoni Wodziński do Teresy Wodzińskiej w Służewie

[Paryż, w październiku 1835]

Sender: Wodziński Antoni (Paryż)

Addressee: Wodzińska Teresa (Służewo)


Ma chère Maman. Już od trzech dni jestem w Paryżu. Zaraz na wstępie, w hotelu, w którym wysiadłem, spotkałem Fryderyka, który tam się o mnie dopytywał. Przepędziliśmy razem cały wieczór. Miała Mama rację mówić, że się nie zmienił, tylko wyładniał. Widujemy się co dzień, a nawet teraz ten list u niego piszę przerywając się czasami w pisaniu, aby słuchać grającego Fryderyka... Nie mogę jeszcze pisać o Paryżu, bo go za mało dotąd poznałem, ale takich pasażów, takich ulic, takiej opery, takich śpiewaków, jak Lablache, Rubini, Tamburini, pewno nigdzie ani widzieć, ani słyszeć nie można, Pierwszego zaraz wieczora byłem z Fryderykiem na operze. Ogromna sala, tak że trudno było mi rozpoznać siedząc z jednej strony, czy ładna, czy brzydka, czy stara, czy młoda dama siedzi na przeciwnej, a wszystko się przyczynia do piękności sali, a wszystkie wyróżowane Panie ślicznymi się wydają. Pardieu! Grono kobiet trochę inaczej się przedstawia niż w Genewie! Nourrit, Levasseur, co za śpiewacy! A nade wszystko, co za orkiestra! A jakie wystawienie niezrównane! Byliśmy także w operze włoskiej. Dawano Puritani. Nic Mamie nie będę mówił o Rubinim ani o Lablache, ani o Tamburinim, ani o la Grisi. Trzeba ich słyszeć! A teatr sam w sobie wspaniałe ma urządzenie. Wszystko tu wybite aksamitem szkarłatnym, od schodów do loży królewskiej. W teatrze świat najwykwintniejszy i najmodniejszy z całego Paryża, a Frédéric (ale nie nasz Frédéric Chopin) w Robert Macaire, a pani Déjazet (la sublime[1] Déjazet, jak ją Bernard nazywa), cóż o tych Mamie powiedzieć? Prawda, że gra Déjazet, jak nawet nie przypuszczałem, iż aktorka grać może... Zresztą Paryż trzeba widzieć; cóż opisy znaczą? Znalazłem go porządniejszym, piękniejszym daleko, niż go sobie wystawiałem. A jakie teraz wystawy sklepowe. Mamo! Jedna ogromna tafla lustrzana, a pod nią lśni się od przepychu wystawionych przedmiotów: jedwabie, stroje, suknie, szale, tam znów brązy, obrazy, tu diamenty... a obok, co za antyteza, w takim samym porządnym oknie le charcutier[2] wystawia apetyczne, wspaniałe szynki i inne kunsztowne wyroby swej sztuki. Zdawało mi się w pierwszych chwilach, że się znajduję w zaklętym jakimś pałacu. Ach! żeby Mama tu przyjechała choćby na dwa miesiące, na przykład na przyszłą wiosnę: mogłaby Mama wziąć z sobą Marynię i Feliksa... warto im Paryż pokazać, a za jedną drogą i mnie taką radość sprawić, tak wielką radość! Podobno Fryderyk napisał dla Maryni jakiś walc w sztambuchu: niech go zachowa jak relikwię i nikomu przepisać nie pozwala, aby nie spospoliciał. W Genewie po wyjeździe Mamy bawiłem jeszcze kilka miesięcy. Widziałem i słyszałem tam Liszta; dawał koncert avec la Belgiojoso, na korzyść wygnańców i polskich i włoskich. Gra jego nie do wypowiedzenia: grał wariacje swojej kompozycji na fortepianie, który Marynia w swoimi pokoju miała. Moja kochana Mateczko, prosiłbym, aby mi nowy sukurs (tak ze 2000 fr.) co prędzej przesłać. Podróż, oporządzenie pierwsze, instalacja dużo kosztowały, a jeszcze Pani Pattey w Genewie musiałem 500 fr. zapłacić za dawny jakiś rachunek. Fryderyk wstaje od fortepianu i mówi: „Powiedz tam, że ich wszystkich strasznie, ale to strasznie kocham." Ja także. Antoni Wodziński.


[1] Sublime — wzniosły.
[2] Le charcutier — masarz.
Sender Addressee