Chopin's letters Chopin's letters

Mikołaj Chopin do Fr. Chopina w Paryżu

Warszawa, 9 stycznia 1836

Sender: Chopin Mikołaj (Warszawa)

Addressee: Fryderyk Chopin (Paryż)


Kochane Dziecko moje, Najdroższy mój, żaden list nie był nigdy bardziej pożądany i oczekiwany niecierpliwiej niż ten, któryśmy otrzymali przed chwilą! Powód był następujący: od trzech tygodni obiegała tu pogłoska, że jesteś niebezpiecznie chory; każdy nas pytał, czy mamy od Ciebie wiadomości, a my nie wiedzieliśmy, co to ma znaczyć. W końcu doszła nas ta nieszczęsna wieść przypadkowo przed samymi świętami, możesz sobie wyobrazić naszą konsternację, nasz śmiertelny niepokój. Pani Zawadzka, która bardzo niedawno otrzymała listy z Paryża, starała się nas uspokoić cytując jeszcze inny list, w którym była wiadomość, żeś dał wieczór muzyczny dla p. Lipińskiego, że p. Mickiewiczowa na nim była; a poczciwa p. Fontanowa przyszła powiedzieć nam, że syn jej pisał 12 grudnia i dużo mówił o Tobie. Wszystko to w małym tylko stopniu zdołało nas uspokoić — aż w ubiegły poniedziałek Twój prawdziwy przyjaciel, poczciwy Zieliński (Jan), przeczytawszy w „Journal des Débats" z 24-go, że miałeś improwizować na jakimś wieczorze przy rue de la Chaussée d'Antin No 3, przybiegł do Jędrzejewiczów, by ich o tym powiadomić. Szczęśliwy traf zrządził, że się tam znajdowałem; pospieszyliśmy zaraz do Lourse'a i własnymi oczyma przeczytałem tę wzmiankę. Było to wystarczające, by niejednego uspokoić, lecz serca Twoich wątpiły jeszcze... w dodatku, na nieszczęście mijał termin, w którym zwykle otrzymujemy Twój list; niepokój nasz stawał się przez to jeszcze dokuczliwszy. Nareszcie oto ochłonęliśmy z naszych obaw, jesteś zdrów, wszystko zapomniane. Szkoda, żeś w Twym liście poprzednim nie wspominał o swej chorobie; wszystkie te pogłoski bylibyśmy odnieśli do innego czasu. Jakie szczęście, że Opatrzność pozwoliła Ci spotkać owe dwa anioły opiekuńcze, które otoczyły Cię tylu staraniami i które, jak powiadasz, tak często dowiadują się o Twoje zdrowie. Wiem, że nie lubisz pisywać, jednakże, moje drogie dziecko, słówko od Ciebie zrobiłoby im, sądzę, wiele przyjemności. — Widzę z Twego listu, że jesteś bardzo zajęty zarówno lekcjami, jak komponowaniem, lecz z żalem widzę także, że mało wypoczywasz; te przeciągające się długo wieczory, choć jak mówisz sam, są konieczne, muszą być dla ciebie szkodliwe, szczególnie w porze, kiedy tak łatwo się przeziębić. Wiem, że te wielkie przyjęcia pozwalają Ci zawierać nowe znajomości bardzo cenne, ale zdrowie? Jak widzę, Drezno stało się dla Ciebie miejscem wielce zajmującym i zdaje się przyciągać Ciebie. W Twoim wieku nie zawsze jest się panem swej woli, można doznać wrażeń, które niełatwo się zacierają. Lecz kto może Ci przeszkodzić, byś na przyszłą wiosnę odbył małą podróż und riechen was du nicht gerochen hast?[1] Trzeba tylko oszczędzać, ile się da, gdyż towarzysza podróży do Berlina lub Drezna mógłbym Ci posłać, lecz na Twój koszt. O tym projekcie zawiadomiłem Twoją drogą matkę, a podczas wakacyj Barciń[ski], jego żona i ja pojechalibyśmy po nią. Co myślisz o tym? Bądź co bądź, jest to piękny zamek na lodzie, powiesz może. Mniejsza o to, budujemy go sobie. Myślę, że jeśli okazałby się możliwy do zrealizowania, to nie mógłbyś mieć lepszej opieki, jak mając Twą matkę przy sobie. Zniosę to chwilowe rozstanie z myślą o jego przyczynie. Ale na to trzeba zdrowia i środków, musisz zatem myśleć o jednym i drugim; jest to jedyny sposób, byś ponownie ujrzał Drezno i to, co w nim może Cię zajmować, O ile wrażenie się jeszcze w Tobie nie zatarło. P. Wodziński był tutaj przed świętami, odwiedził nas, ale bez synów. Ze skwapliwości, z jaką dowiadywał się o nowiny od Ciebie, przekonaliśmy się później, że wiedział o krążącej pogłosce, a pod pozorem doczekania się poczty, by zobaczyć, czy nie napiszesz czegoś o Antosiu, opóźnił swój wyjazd o dwa dni. Ucieszyła mię bardzo wiadomość, że jesteś zadowolony z Antosia, że Ci się podoba; obawiałem się niedbalstwa i roztargnienia, z których go znałem, rad jestem, że mię uspokajasz pod tym względem. — Widzisz, moje drogie dziecko, ile nas kosztowało blisko dwutygodniowe opóźnienie; jeżeli nie możesz pisać z powodu braku czasu, poleć to Jasiowi i dodaj tylko kilka słów, bo — jakkolwiek im dłuższe są Twoje listy, tym więcej nam sprawiają przyjemności — będziemy zadowoleni nawet z tej odrobiny którą napiszesz. Pani Linde mówi zawsze o Tobie z największym zachwytem — to wielka Twoja przyjaciółka. Pisała do Ciebie przez p. Duranda; jeżeli otrzymałeś jej list, staraj się jej odpowiedzieć słówkiem, bądź to oddzielnie, bądź w liście do nas. Nie szczędziła sobie żadnych trudów, żeby rozwiać nasze niepokoje. Z tego, co nam mówisz o metodzie i zapatrywaniach Teich[manna], należy przypuszczać, że zajmie pierwsze miejsce, tak że mogłaby mu przyjść fantazja pozostania między wami dłużej, niż było w projekcie. Wy byście niewątpliwie na tym zyskali, ale my byśmy tracili. — Co porabia Wolfek? Czy nie pracuje nad sobą? Czy Kalk. nie zrobi z niego ucznia starej szkoły? To smutne, że Lipiński nie umie się podobać, że nie ma powodzenia. Gusta są rozmaite. [Dopisek] Kończę, drogie moje dziecko, ściskając Cię z całego serca; zdrowie nasze, Bogu dzięki, jest dosyć dobre. Twoja kochająca matka, która Cię tuli do serca, śmieje się z mego projektu — a Ty co o nim myślisz? Raz jeszcze Cię ściskam. Ch.


[1] Und riechen... hast (niem.) — tu: poznał to, czego jeszcze nie znasz.

Oryginał:
Varsovie, ce 9 janvier 1836 Mon cher Enfant, mon bon Ami, jamais lettre n'a été plus désirée, attendue avec plus d'impatience que celle que nous venons de recevoir! En voici la raison: depuis plus de trois semaines le bruit courait ici que tu étais dangereusement malade; chacun nous demandait si nous avions de tes nouvelles, sans que nous sachions ce que cela voulait dire. Enfin cette fatale nouvelle nous fut par hasard connue avant les fêtes, tu peux te figurer notre situation, notre inquiétude mortelle. Madame Zawadzka qui avait reçu des lettres de Paris très récemment, chercha à nous rassurer en nous citant encore une autre lettre, où on disait que tu avais donné une soirée musicale pour M-r Lipiński, que M-me Mickiewicz s'y était trouvée; et la bonne M-me Fontana vint nous dire que son fils lui avait écrit en date du 12 déc. où il parlait beaucoup de toi. Tout cela pouvait à peine nous tranquilliser — lorsque lundi dernier ton véritable ami, le bon Zielmski (Jan), ayant lu.dans le „Journal des Débats" en date du 24, que tu devais improviser dans une soirée, rue de la Chaussée d'Antin No 3, accourut chez Jędrzejewicz pour leur en faire part. Un heureux hasard voulut que je m'y trouvasse; nous courûmes aussitôt chez L ourse et je lus cet article de mes propres yeux. Il n'en fallait pas davantage pour rassurer bien des personnes, mais le coeur des tiens doutait encore... et malheureusement le terme où ta lettre nous vient ordinairement commençait à passer; nos inquiétudes n'en devenaient que plus accablantes. Enfin nous voilà revenus de nos craintes, tu te portes bien, tout est oublié. C'est dommage que dans ta lettre précédente tu ne nous as pas parlé de ta maladie, nous aurions attribué tous ces bruits à une autre date. Quel bonheur que la Providence t'ait fait rencontrer ces deux anges tutélaires qui t'ont prodigué tant de soins et qui s'informent, à ce que tu dis, si souvent de ta santé. Je sais que tu n'aimes pas à écrire, cependant, mon cher enfant, un mot de ta main leur serait, je crois, bien agréable. Je vois par ta lettre que tu es très occupé tant par tes leçons que par la composition, mais je vois à regret que tu prends peu de repos; ces longues soirées, quoique indispensables, à ce que tu nous dit, ne peuvent que t'être nuisibles et surtout dans une saison où l'on peut se refroidir facilement. Je sais que ces grandes réunions te font faire de nouvelles connaissances très estimables, mais la santé? A ce que je remarque, Dresde t'est devenu un endroit très intéressant, qui semble t'y attirer. A ton âge on n'est pas toujours maître de soi, on peut éprouver des impressions qui ne s'effacent pas facilement. Mais qui peut t'empêcher le printemps prochain de faire une petite tournée und riechen was du nicht geroćhen hast? Il faut seulement économiser autant que possible, car je pourrais bien t'envoyer un compagnon de voyage à Berlin ou à Dresde, mais ce serait à tes frais. J'ai fait par de ce projet à ta tendre mère et pendant les vacances Barcin[ski], sa femme et moi nous irions la chercher. Que penses-tu de cela? C'est toujours un beau Château en Espagne, diras-tu. N'importe, nous le bâtisons. Je crois que s'il est possible de le réaliser, tu ne pourras être plus soigné qu'en ayant ta mère avec toi. Cette séparation momentanée me deviendra supportable en considérant le motif. Mais il faut de la santé et des fonds, et tu dois penser à l'une et aux autres, c'est le seul moyen de revoir Dresde et ce qu'il peut avoir d'intéressant pour toi, si tu n'en effaces pas l'impression. Mr Wodziński a été ici avant les fêtes, il est venu nous voir, mais ses fils n'étaient pas avec lui. A son empressement à demander de tes nouvelles, nous avons vu plus tard qu'il était informé du bruit qui courait, et sous prétexte d'attendre le courrier pour voir si tu ne parlerais pas d'Antos, il a différé de deux jours son départ. Je suis bien aise d'apprendre que tu es content d'Antos, que tu le trouves bien, son insouciance et sa distraction que je lui ai connues me faisaient craindre; j'ai du plaisir à être rassuré là-dessus. Comme tu vois, mon cher enfant, ce qu'un retard de près de 15 jours nous a coûté; si tu ne peux pas écrire à cause du manque de temps, charge en Jaś et mets seulement quelques mots, quoique plus tes lettres sont longues, plus elles nous font de plaisir, nous serons néanmoins contents du peu que tu écriras. M-me Linde ne cesse de parler de toi avec le plus grand enthousiasme, elle est fort de tes amis. Elle t'a écrit par M-r Durand; si tu as reçu sa lettre, tâche de lui faire un mot de réponse, soit à part, soit dans notre lettre. Il n'y a pas de peine qu'elle ne se soit donnée pour calmer nos inquiétudes. D'après ce que tu nous dis de la manière de voir et d'entendre de Teich[mann], il est à présumer qu'il doit être le premier, ainsi il pourrait bien lui prendre fantaisie de rester parmi vous plus longtemps qu'il eut été proposé. Vous y gagneriez sans doute, mais nous y perdrions. Que fait Wolfek? Ne trouve-t-il rien à apprendre? Kalk[brenner] n'en fera-t-il pas un élève de l'ancienne école? Il est fâcheux que Lipin[ski] n'ait pas ce qu'il faut pour plaire et qu'il ne réussisse pas. Les goûts sont différants. [Dopisek] Je finis, mon cher enfant, en t'embrassant de tout mon coeur; notre santé, Dieu merci, est assez bonne. Ta tendre mère, qui te presse contre son coeur, rit de mon projet — mais toi qu'en penses-tu? Encore une fois je t'embrasse. Ch.
Sender Addressee