Chopin's letters Chopin's letters

Do Rodziny w Warszawie

[Wrocław, wtorek, 9 listopada 1830]

Sender: Fryderyk Chopin (Wrocław)

Addressee: Chopin Mikołaj (Warszawa)


Najukochańsi rodzice i Siostry moje! Jak najwygodniej i przy najlepszej pogodzie zajechaliśmy w sobotę o godzinie 6-tej z wieczora. Stanęliśmy w "Zur goldened Gans". Poszliśmy zaraz na teatr, gdzie dawano Króla Alpejskiego, który u nas ma być dopiero wystawionym. Dziwił się parter nowym dekoracjom, ale my nie mielismy ich za co podnoić. Artyści grali nieźle. Onegdaj dawano tu operę Mularz i ślusarz Aubera - źle. Dziś Przerwana ofiara Wintera; ciekawy jestem jak się powiedzie. Nietęgich mają śpiewaków; teatr zresztą bardzo tani, miejsce na parterze kosztuje 2 złp. Tym razem Wrocław lepiej mie się podobał. List do Sowińskiego oddałem; zaledwie raz widzieć się z nim mogłem; był on u nas wczoraj, lecz nie zastał. Znajdowaliśmy się właśnie w tutejszej resursie, gdzie Schnabel, kapellmeister, prosił, ażebym był obecny próbie z mającego się daćwieczorem koncertu. Takich koncertów dają tu trzy razy na tydzień. Zastałem tam nielicznie, jak zwykle, zebraną na próbę orkiestrę, fortepian i jakiegoś referendariusza, amatora, nazwiskiem Hellwig, gotującego się do odegrania pierwszego Es-dur Koncertu Moschelesa. Nim on zasiadł do instrumentu, Schnabel, co mię od czterech lat niesłyszał, prosił, ażebym spróbował fortepian. Trudno było odmówić, siadłem i zagrałem kilka wariacji. Schnabel się niezmiernie ucieszył, pan Hellwig stchórzył, inni zaczęli mnie prosić, ażebym wieczorem dał się słyszeć. Szczególnie Schnabel tak szczerze nalegał, że nieśmiałem staremu odmówić. Jest to wielki przyjaciel pana Elsnera; alem mu powiedział, że uczynię to tylko dla niego, bo anim grał przez parę tygodni, ani się myślę w Wrocławiu popisywać. Stary mi na to, że wie o tym wszystkim i że chciał mnię już wczoraj, widząc w kościele, o to poproić, ale nie śmiał. Pojechałem tedy z jego synem po nuty i zagrałem im romans i rondo z II Koncertu. Na próbie dziwili się Niemcy mojej grze: "Was für ein leichtes Spiel hat er"[1], mówili, a o kompozycji nic. Nawet Tytus słyszał jak jeden mówił: "że grać mogę, ale nie komponować". Notabene onegdaj à table d'hôte siedział naprzeciwko nas jakiś jegomość o miłej bardzo powierzchowności. Wdawszy się z nim w rozmowę poznałem, że jest znajomym Scholtza z Warszawy i przyjacielem tych panów, do których mam od tegoż listy. Był to kupiec imienia Scharff, nadzwyczaj grzeczny; oprowadzał nas po całym Wrocławiu; zgodziwszy sam fiakra, woził po piękniejszych spacerach. Nazajutrz zapisał nas do Bursy i na koniec wystarał nam się o Fremdenkarten[2] na wczorajszy koncert i przed próbą nam takowe przysłał. Jakie musiało być jego i tych panów, co mi o kartę się wystarali, zdziwienie, gdy ten Fremder stanowił główną figurę muzykalnego wieczoru. Prócz Ronda improwizowałem jeszcze dla znawców na temat Niemej z Portici. Po czym na zakończenie odegrano uwerturę, a po niej nastapiły tańce. Schnabel chciał mię traktować kolacją, alem nic prócz bulionu nie przyjął. Poznałem się naturalnie z tutejszym Oberorganistą, panem Köhler; dziś obiecał pokazać mi organy; poznałem także jakiegoś barona czy kiego diabła nazwiskiem Nesse, czy Neisse, ucznia Spohra, sławnie, jak powiadają na skrzypcach grającego. Drugi miejscowy znawca i muzyk, co po całych Niemczech podróżował, nazwiskiem Hese, także mi komplimenta grał, ale prócz Schnabla, na którym widać było prawdziwą radoć, który mnie co chwila brał pod brodę i głaskał, żaden z Niemców nie wiedział, co robić. Tytus miał uciechę patrząc na nich. Ponieważ ja jeszcze nie miałem ustalonej reputacji, więc dziwiono się i bano dziwić; nie wiedzieli, czy kompozycja dobra, czy też im się tak tylko wydaje. Jeden z tutejszych znawców przybliżył się do mnie i chwalił nowość formy, mówiąc, że mu się nic jeszcze w tej formie nie zdarzyło słyszeć, nie wiem, kto to był, ale ten mię może najlepiej zrozumiał. Schnabel pełen największych grzeczności, ofiarował mi nawet powóz, aleśmy się po 9-tej, jak zaczęli tańcować, wynieśli do domu. Kontent jestem, żem staremu zrobił przyjemność. Jakaś dama, której mię jako pierwszej tutaj fortepianistce prezentował dyrektor po koncercie, bardzo mi dziękowała za przyjemną niespodziankę i żałowała, że się publicznie nie dam słyszec. Referendariusz pocieszając się, śpiewał arię Figara z Cyrulika, ale — nędznie. O Elsnerze dużo wczoraj mówiono i chwalono jakieś jego wariacje na orkiestrę z Echem; powiedziałam, że gdyby jego koronacyjną Mszę usłyszeli, dopiero by mogli powiedzieć, co to za kompozytor. — Straszne tu Niemcy, przynajmniej wczorajsze towarzystwo; nasz pan Scharff jest wyjątkiem. Jutro o 2-giej wyjeżdżamy do Drezna. Buzi! Buzi! Buzi! Panom: Żywnemu, Elsnerowi, Matuszyńskiemu, Kolbergowi, Marylskiemu, Witwickiemu, najprzyjemniejsze zasyłam ukłony.


[1] Was für... hat er (niem) - jakie on ma lekkie uderzenie.
[2] Fermdenkarte (niem) - karta wstepu dla gości, obcych.
Sender Addressee